sobota, 14 stycznia 2017

Rozdział 17- W takim razie bardzo mi miło

  • Perspektywa Sary
Jestem właśnie w drodze do Spały. Na zegarku tuż przed chwilą wybiła godzina 10, a ja dojeżdżałam już do ośrodka sportowego. Jeszcze przed podróżą pożegnałam się z Moniką, która jutro wybywa do Stanów na jej wymarzone wakacje z Andrzejem. Ja jako zwolenniczka wakacji w Polsce zamówiłam już bilety na finał Ligi Światowej, w których Polska jest gospodarzem rozgrywek. Cóż przy okazji będę miała trochę czasu, żeby pozwiedzać stolicę Małopolski... Na rozmyślaniu o planach na wakacje, śpiewaniu radiowych piosenek i rozmowie z tatą, który zapewnił, że Artur niczego się nie domyśla- zleciała mi kolejna godzina jazdy... Zanim się obejrzałam parkowałam już samochód na parkingu i wirowałam nad ziemią w rękach Kłosa, który dotrzymał obietnicy i czekał na mnie przed ośrodkiem punktualnie o 11. 
-Strasznie się cieszę, że zdecydowałaś się przyjechać- powiedział siatkarz, po czym obdarował mnie jeszcze jednym buziakiem.
-W takim razie bardzo mi miło- odpowiedziałam, po czym Karol złapał mnie za rękę i oprowadził po ośrodku przygotowań olimpijskich.
  • Perspektywa Moniki
Gdy Sara wyjechała w odwiedziny do Artura i Karola ja na spokojnie pakowałam swoje walizki na podbój USA. Byłam strasznie podekscytowana, bo podróż do Stanów od zawsze była moim marzeniem. Miałam nadzieję, że nic nie popsuje moich, w sumie naszych wakacji i będę mogła w spokoju odpocząć od codzienności i ciągłego zabiegania pomiędzy naszym biurem a halą w Energii.. Marzyła mi się ogromna plaża, jeszcze większe morze i ja- opalająca się na leżaku, ale znając Andrzejka pewnie wybierze wakacje w formie zwiedzania, cóż na to też nie będę narzekać, w końcu jadę do Stanów.
Po spakowaniu się i dokładnym przejrzeniu czy niczego na pewno nie zapomniałam, włączyłam telewizor i wygodnie ułożyłam się na sofie. Nie dane mi było jednak zbyt długo wylegiwać się, bo zaraz po usadowieniu się, musiałam wstać i otworzyć drzwi, do których ktoś niemiłosiernie pukał...
-Wlazły czy Ciebie już całkiem pogięło? Chcesz mi drzwi rozwalić?- zapytałam z politowaniem.
-Przepraszam, może faktycznie trochę przesadziłem z tym pukaniem- zaśmiał się siatkarz- Ale to bardzo pilna sprawa- zapewnił dodając.
-W czym mogę służyć? W ogóle co ty tu robisz? Myślałam, że jesteś na wakacjach...- odpowiedziałam.
-Byłem ale wróciliśmy wczoraj w nocy, bo Paulina się rozchorowała, stąd moja wizyta- zakończył, po czym dodał- Mogłabyś się zająć Arkiem? Tylko przez kilka godzin, bo ja i Paulina musimy jechać do jej rodziców, a potem do lekarza, a to trochę daleko stąd i nie chcemy brać małego, żeby się przypadkiem nie zaraził...
-Dobra, ale postawisz mi za to ogromną pizze, na którą mam ochotę już od zeszłego tygodnia- powiedziałam, po czym obydwoje się zaśmialiśmy.
-Nie ma sprawy. Dzięki jesteś wielka- krzyknął na koniec Mariusz, po czym uściskał mnie tak, jakby co najmniej chciał mnie udusić.- Arka przywiozę za chwilę- zapewnił i wybiegł z mieszkania. 
Cóż w pilnowaniu dzieci nie jestem najlepsza, więc może właśnie nadeszła okazja, żeby to zmienić, chociaż i tak czułam, że to nie najlepszy pomysł, ale przyjaciołom trzeba pomagać...
  • Perspektywa Sary
Karol tak mnie wymęczył zwiedzaniem spalskiego ośrodka, że po pokazaniu mi pokoju, szybko się z nim pożegnałam i upadłam zmęczona na łóżko... Musiałam poleżeć z dobre dziesięć minut by unormować oddech i być wstanie wstać. Ale gdy w końcu mi się to udało ruszyłam ku stołówce, ponieważ zbliżała się pora obiadowa. Nie powiem, bo trochę się stresowałam, miałam w końcu wtedy poznać wszystkich kadrowiczów. Denerwowałam się też reakcją Artura, nie wiedziałam czy się ucieszy, czy będzie bardziej zmartwiony, że przyjechała do niego starsza siostra, żeby go popilnować... Po chwili jednak zebrałam się na odwagę i przekroczyłam próg stołówki razem z towarzyszącym mi Karolem.
-Ej ferajna, posłuchajcie. To moja przyjaciółka- Sara- ogłosił całej grupie Karol- Sara poznaj chłopaków- skierował teraz swoje słowa do mnie.
-Cześć wszystkim- powiedziałam i dopiero teraz zauważyłam mojego brata, siedzącego z otwartą buzią i patrzącego na mnie wzorkiem niedowierzania.
-Siostra! Co ty tutaj robisz?- mimo wszystko Arczi ogarnął się szybciutko ze swojego poprzedniego stanu i mocno mnie uściskał. 
-Przyjechałam Cię odwiedzić głupku- odpowiedziałam mu na ucho- Tęskniłam- dodałam.
-Ja też, nawet nie wiesz jak bardzo- odparł chłopak i jeszcze mocniej mnie do siebie przytulił. 
Dopiero gdy się od siebie oderwaliśmy, spostrzegłam że wszyscy siatkarze, włącznie z ich żonami, sztabem szkoleniowym i medycznym  przyglądają się nam ze zdziwieniem.
-Panowie to moja siostra- krzyknął Artur
-I jednocześnie moja przyjaciółka- dodał Karol
Po tym całym teatrzyku usiedliśmy w końcu i zaczęliśmy jeść, co bardzo mnie ucieszyło, bo byłam nieźle głodna po podróży, w której zjadłam tylko żelki, kupione na stacji paliw.

  • Perspektywa Moniki
Po zaledwie piętnastu minutach Wlazły przywiózł swoją pociechę, razem z Arka ubraniami, w razie gdyby się ubrudził. Udało mi się go dopiero pozbyć, gdy upewnił się po raz setny, że dam sobie radę, a jak coś będzie nie tak to będę dzwonić. Zadowolona, że w końcu Mariusz poszedł wróciłam do salonu, gdzie siedział Arek i oglądał grzecznie bajki. 
-To na co masz ochotę? Może pójdziemy na spacer i lody?- zapytałam najmilej jak umiałam, w końcu pierwsze wrażenie jest najważniejsze.
-Może być- odpowiedział mały, po czym ruszył do przedpokoju i ubrał buty.
Przechodząc uliczkami parku zorientowałam się, że coś zgubiłam. Zajrzałam najpierw do torebki, potem do kieszeni, w których niczego nie brakowało. Przysiadłam na ławce i rozejrzałam się dookoła. Dopiero po kilku minutach zerwałam się z miejsca, bo zdałam sobie sprawę, że zgubiłam Arka... Nie miałam żadnego pojęcia, kiedy znikł mi z oczu, kiedy i gdzie poszedł. Byłam zrozpaczona.. Zgubiłam dziecko Wlazłemu, przecież on mnie zabije, albo zabije, wskrzesi i jeszcze raz zabije. Miałam tylko przypilnować dziecko, przecież to nie jest bardzo trudne zadanie, ale jak dla mnie widocznie tak...
Zdezorientowana gdzie zacząć poszukiwania, biegałam po całym parku i pytałam ludzi czy przypadkiem nie widzieli gdzieś małego blondynka, ale nikt niestety Arka nie zauważył. Dopiero po chwili przypomniało mi się, że ostatnio widziałam go w lodziarni,  do której wstąpiliśmy po drodze. Pędem pobiegłam tam i zastałam siedzącego przy jednym ze stolików i zajadającego się lodem w najlepsze Arka, nie no trzymajcie mnie...
-Ciociu zapomniałaś o mnie, dlatego postanowiłem poczekać- powiedział Arek po czym się do mnie przytulił- Trochę się bałem, dobrze że już jesteś- dodał.
-Przepraszam kochanie- odwzajemniłam uścisk, a ulga spłynęła po całym moim ciele, nawet nie wyobrażam sobie co by się działo, jakbym go nie znalazła... 
  • Perspektywa Sary
 Po obiedzie cała grupa ruszyła do mojego pokoju, by mnie lepiej poznać... Zaczęło się od milonów pytań, a skończyło na wspólnym oglądaniu filmu. W międzyczasie pogadałam sobie jeszcze z partnerkami chłopaków i umówiłam na wspólne zakupy z Olą Nowakowską i Moniką Drzyzgą. Potem wszyscy ruszyliśmy w stronę hali, bo chłopcy mięli trening... A my- kobiety jako wierne kibicki usiadłyśmy sobie wygodnie koło boiska i dopingowałyśmy chłopaków klaszcząc po każdym skończonym ataku, czy świetnej zagrywce. Udaliśmy się jeszcze na kolacje, a potem na odwiedziny do pokoju Kłosa i Buszka, w którym graliśmy w butelkę. Ostatecznie ja spasowałam gdy kolej wypadła na Nowakowskiego, siedzącego w samych bokserkach. Byłam tak zmęczona, że nawet nie zmyłam makijażu, tylko udałam się wprost na łóżko i padłam natychmiast zasypiając.



************
Witam wszystkich w 17 rozdziale! Zmusiłam się i coś napisałam, mam nadzieję, że sie podoba i zachęcam do zostawiania komentarzy! Zapraszam na 18 rozdział, ale ostrzegam, że nie pojawi się on prędko, bo ferie zaczynam dopiero 13 lutego, czyli na samym końcu... Pozdrawiam!